Call us: +48 607 644 877

Please enter your username or email address. You will receive a link to create a new password via email.

Rynek nieruchomości

Wraz z pojawieniem się pandemii branża nieruchomości została okrzyknięta najbardziej ryzykowaną branżą zawodową. Spekulowano spore spadki cen mieszkań, masowe bankructwa deweloperów, opuszczone place budowy, niedokończone osiedla.

Faktycznie, pierwsze tygodnie pandemii i lockdown’ów dały sporo do myślenia… Duże inwestycję wstrzymały na chwilę oddech, wiele z nich zostało zawieszonych, banki zamroziły finansowanie, pracownicy ze wschodu masowo powracali do domu, brakowało siły roboczej. Wydawało by się, że pierwotne prognozy zostały postawione słusznie.  Stało się jednak coś całkowicie nieoczekiwanego!

Firmy produkujące materiały budowlane pracowały na pół gwizdka, nawiedzane częstymi kwarantannami, zmniejszyły swoją produkcję. Z tych samych powodów zaczęło brakować surowców do produkcji tych materiałów. Stal sprowadzana w głównej mierze z Chin, przestała napływać do Polski. Ceny materiałów budowlanych zaczęły gwałtownie rosnąć.

Jednocześnie społeczeństwo zamknięte w swoich ciasnych mieszkaniach, bez dostępów do ogrodów i otaczającej natury, zaczęło odczuwać skutki lockdown’u. Wprawdzie przed pandemią większość z tych ludzi ze swoich mieszkań korzystało jedynie przez mniejszą część dnia, co sprawiało, że w gruncie rzeczy nie potrzebowali dużych przestrzeni. Teraz, zamknięci w swoich 4 kątach zapragnęli dostępu do świata zewnętrznego, do przestrzeni, która dawała im wolność. To Ci ludzie zaczęli w pierwszym momencie wykupywać wolne działki budowlane na swoich lokalnych rynkach. Społeczeństwo zaczęło doceniać deweloperów budujących lokale z niewielkimi ogródkami. Co z tego, że niewielkie? Ważne, że własne, i bez nałożonych ograniczeń. Dla inwestorów ważny był fakt, że kupując lokal, kupowali też fragment własnego gruntu. Posiadanie nawet niewielkiego skrawka ziemi okazał się bezcenny podczas zamknięcia. Inwestycje ruszyły. Hurtownie zaczęły wyprzedawać swoje stany magazynowe… i to po cenach wyższych od tych z przed początku pandemii.

Nagle okazało się, że inwestorzy przestraszeni galopującą inflacją zaczęli masowo inwestować w nieruchomości.  Wiele transakcji odbywało się gotówkowo, bez udziału kredytów hipotecznych. To utwierdziło nasze przekonanie, że ludzie posiadali te pieniądze, tylko z pewnych przyczyn wcale ich nie inwestowali, a chowali je w przysłowiowej skarpecie. Teraz w obliczu spadku wartości nabywczej pieniądza, zaczęli zamieniać je w inne dobra. Wprawdzie nie ma stabilniejszej inwestycji na rynku, niż inwestycja w nieruchomości. Analizy cen nieruchomości na przestrzeni dziesiątek lat pokazały, że jeśli występują spadki, to są one jedynie okresowe i krótkotrwałe. W dłuższej perspektywie czasu nieruchomości zawsze zyskują na wartości,  a w dodatku wzrosty te przewyższają swoją wartością wartość inflacji. Dodatkowo po ewentualnych spadkach, ceny szybko wracają do poziomu sprzed ich wystąpienia.

Tylko podczas pierwszego roku pandemii ceny domów wzrosły średnio o 9%, natomiast ceny gruntów budowlanych średnio o 12%. Są to oczywiście wartości średnie, natomiast w wielu regionach Polski, zwłaszcza na obrzeżach dużych miast, poszybowały o wiele punktów procentowych wyżej. Przypadki, gdzie ceny działek budowlanych wzrosły z 260zł/m2 do 400zł/m2 w pierwszym roku pandemii, są znane nam z autopsji.  To są aż 53 punkty procentowe!

Teraz całe budownictwo ruszyło w galopującym tempie. Zapotrzebowanie na materiały budowlane jest ogromne, a co za tym idzie, cena większości produktów poszybowała w górę, a ich dostępność spadła.  Z tych powodów budowy trzeba kontraktować z 4-6 miesięcznym wyprzedzeniem, wpłacając w większości przypadków aż 50% zaliczki. Owszem, można kupować z wyprzedzeniem, ale w związku z faktem, że większość deweloperów i prywatnych inwestorów poszła tym torem, i mało kto gotów jest przyjąć towar na swój plac budowy, firmy produkcyjne i hurtownie zaczęły pobierać wygórowane opłaty za magazynowanie. To wszystko pokazuje że koniunktura na rynku budowlanym jest bardzo dobra i prawdopodobnie utrzyma się w najbliższych latach. Wszak do cen z zachodu jeszcze nam daleko. A jeśli budowlanka się rozwija to i sprzedaż musi się rozwijać. Więcej budowanych inwestycji to więcej lokali na sprzedaż. A im więcej ludzi kupuje nieruchomości z rynku pierwotnego, tym więcej sprzedaje swoje obecne mieszkania na rynku wtórnym. Obrót lokalami jest ogromny. Lokale mieszkalne coraz częściej kupowane są jako inwestycja, tudzież lokata kapitału, jako zabezpieczenie przed wysoką inflacją.  Szacuje się, że już dziś lokale inwestycyjne stanowią aż 50% lokali sprzedawanych w nowych inwestycjach deweloperskich wielomieszkaniowych, gdzie jeszcze przed pandemią stanowiła nie więcej niż 30%. Jednocześnie ludzie obracając lokalami, zwyczajnie nie mają czasu się tym zajmować. Często nie mają odpowiedniej wiedzy, lub odwagi lub po prostu boją się ryzyka związanego z niewłaściwym przeprowadzeniem transakcji. I w tym momencie wkracza pośrednik. Jego rolą jest nie tylko prezentowanie nieruchomości pozyskanych do sprzedaży, czy wyszukiwanie nieruchomości dla klientów. Doświadczony doradca ds. nieruchomości przeprowadzi klientów przez wszystkie kroki sprzedaży nieruchomości, skompletuje dokumenty do transakcji, sprawdzi umowy i po prostu zadba, aby transakcja została przeprowadzona w sposób bezpieczny dla obu stron.

Branża nieruchomości stoi teraz otworem. Doradcy ds. nieruchomości mają nieograniczone pole do popisu. Rynek jest otwarty na nowe, innowacyjne modele sprzedaży. Osoby, które zdecydują się na pracę w tym zawodzie, będą miały ręce pełne roboty. Agenci, którzy mają głowę otwartą na nowe pomysły i cechują się dużą kreatywnością, są pożądanymi partnerami do współpracy. Ich atrakcyjne oferty będą napędzać sprzedaż, a klienci sami zabiegać o współpracę z nimi.